Historia nurkowania naszej rodziny zaczyna się na przełomie lat 50 i 60, kiedy mój Dziadek, Zdzisław Wiśniewski, człowiek niezwykle wysportowany, ćwiczący sporty lekkoatletyczne, został wytypowany przez marynarkę wojenną do przeszkolenia nurkowego. 8 maja 1962 roku uzyskał stopień nurka bojowego, a następnie uprawnienia instruktorskie. W tym samym roku prowadził pierwsze kursy szkoleniowe dla wojska na Mazurach (na jeziorach Kisajno, Świętajno i Warchały, gdzie w tamtym czasie przejrzystość wody dochodziła do 12 m) oraz w okolicach Bielska Białej (w Porąbce na jeziorze Międzybrodzkim). Wg danych pochodzących z „Osobistej książki lekkiego nurka”, dokumentującej działalność Dziadka na rzecz wojska, prowadził on szkolenia w 6. dywizji powietrzno-desantowej aż do 1965 roku. W międzyczasie dostał propozycję przeniesienia na stałe do Bielska-Białej, co wiązałoby się z wyprowadzką z rodzinnego Giżycka. Przed decyzją podjęcia pracy w innym mieście powstrzymała go jednak żona, moja babcia, która nie wyobrażała sobie życia w innym miejscu, niż Mazury – z dala od rodziny i przyjaciół.

Po 1965 roku Dziadek – będący bardzo zaangażowaną społecznie osobą, lubiącą działać na rzecz lokalnej społeczności – coraz częściej wykonywał prace nurkowe dla lokalnej społeczności, np. pomagając przy wydobyciu zatoniętych statków czy wartościowych przedmiotów. Jednocześnie był przewodniczącym oddziału WOPR-u w Giżycku. Wyszkolił ogromną liczbę młodych ludzi mieszkających w okolicy Giżycka. Wkrótce postanowił wraz z nimi założyć w ramach oddziału PTTK klub płetwonurków PŁETWAL (nadal prężnie działający klub szkolący w strukturach KDP/CMAS), który oficjalną działalność rozpoczął 2 grudnia 1966 roku. Jednym z najbardziej pamiętnych wydarzeń w historii Płetwala była akcja wydobycia samolotu wojskowego, a także pogłębiarki, która zatonęła podczas prac na jeziorze Niegocin. W ramach działalności klubowej Dziadek nie tylko pomagał lokalnej społeczności poprzez wykonywanie prac podwodnych, ale również prowadził szkolenia nurkowe. Dziadek kontynuował karierę wojskową, obejmując stanowisko zastępcy dowódcy Batalionu rozpoznawczego JW 2806 w Giżycku i szkoląc oddziały specjalne.

 Mój Ojciec, Włodzimierz Wiśniewski, zawsze mówił o Dziadku, że był nadzwyczaj sprawny, wysportowany i wszechstronnie uzdolniony. Nie tylko nurkował i pływał, ale również żeglował, znakomicie strzelał z broni osobistej. Jednocześnie był ambitny i tego wymagał od swoich dzieci. Nigdy nie dawał im wygrywać ze sobą, podkreślając, że „nie ma nic danego, wszystko trzeba sobie wywalczyć”. I wszystko trzeba robić na 100%. 

Pierwszy raz zabrał mojego Ojca na nurkowanie na jeziorze Świętajno w ‘63 albo ‘64 roku, co dla 9-10 letniego chłopaka było wielkim przeżyciem. Trzeba przy tym pamiętać, że w latach 60-tych sprzęt nurkowy był bardzo ciężki. Tata nurkował wówczas na głębokość maksymalnie 4 metrów z samym aparatem i butlą. Pamięta, że sprzęt, jaki używali wówczas nurkowie, były to aparaty P21 Mors i P22 Kajman. Od czasu do czasu zdarzały się niemieckie aparaty Dräger. Tata ma wiele wspaniałych wspomnień z wyjazdów nurkowych organizowanych przez wojsko, na które zabierał go Dziadek. Do dzisiaj pamięta smak czekolady, którą nurkowie dostawali ze względu na wysokie zapotrzebowanie kaloryczne. Od 1966 roku zaczął regularnie nurkować. Zimą uczył się nurkować w lodowatym, nieogrzewanym basenie na terenie jednostki wojskowej, który służył do szkolenia w zakresie ewakuacji z ugrzęźniętego w wodzie czołgu. Regularnie pomagał Dziadkowi w pracach podwodnych. W 1975 zdobył uprawnienia nurkowe instruktora klubowego (obecnie są to uprawnienia M1 KDP/CMAS), a w 1987 roku instruktora okręgowego (obecnie M2 KDP/CMAS). W czasie studiów na Uniwersytecie Warszawskim dostał propozycję pracy w Warszawskim Klubie Płetwonurków, który wtedy był jednym z największych ośrodków szkolących w systemie KDP/CMAS i jednocześnie jedną z najstarszych polskich organizacji skupiających płetwonurków. Oprócz działalności szkoleniowej zajmował się wykonywaniem prac podwodnych dla Żeglugi Warszawskiej na rzecz elektrociepłowni na Siekierkach, na Żeraniu, a także w Jaworznie. Szczególnie pamiętna jest dla niego akcja wydobycia z dna Wisły niezatapialnego (!) promu wojskowego, która zakończyła się w Sylwestra, 31 grudnia 1979 albo 1980 roku. Pracował wtedy pomimo dużego mrozu w mokrym skafandrze. Kiedy jego współpracownicy odmówili pracy ze względu na panujące warunki, Tata postanowił sam dokończyć akcję read this article.

Mimo wcześniej zdobytych uprawnień instruktorskich, dopiero w Warszawskim Klubie Płetwonurków zaczął profesjonalnie szkolić kolejnych nurków. W ramach kursu prowadzonego przez Ojca w tym okresie uzyskali stopnie m.in. Sławek Paćko, Sławek Makaruk (instruktorzy KDP/CMAS) i wielu innych wspaniały nurków, których nazwiska także stanowią historię nurkowania w Polsce. W Warszawskim Klubie Płetwonurków przepracował 4 lata, po czym swoją karierę zawodową postanowił związać z zupełnie inną dziedziną, bliższą ukończonemu przez niego kierunkowi studiów, czyli zarządzaniem.

Pierwsza zagraniczna wyprawa nurkowa Taty była jednocześnie początkiem mojej przygody z nurkowaniem. W 1981 roku Ojciec bowiem zabrał mnie do Grecji na wyjazd organizowany przez Warszawski Klub Płetwonurków. Miałem wtedy 4 lata. Nasza droga do nurkowania była podobna, ponieważ, tak samo jak niegdyś on, często obserwowałem Ojca w pracy. Nigdy nie przymuszał mnie do zajęcia się nurkowaniem – sam zdecydowałem sprawdzić swoje umiejętności i w 1993 roku zapisałem się na kurs nurkowy na stopień P1, który odbywał się na jeziorze Serwy (wówczas był to kurs 3-stopnia, natomiast według dzisiejszego opisu stopni – P1). Szkolili mnie wówczas Irek Kontny, Irek Słucki (obecnie członek zarządu KDP/CMAS) i Jaś Ciechanowicz (czynny instruktor klubu CK Diver). Instruktorzy pozwolili mi wtedy nurkować na głębokość 30 metrów – takie były wtedy przepisy określające maksymalną głębokość nurkowania na kursie P1. Na każdym kolejnym kursie wymagano ode mnie realizacji trudniejszych wariantów ćwiczeń ze względu na fakt, że już od najmłodszych lat wykazywałem spory talent pływacki, który zaszczepił we mnie przede wszystkim Dziadek. Obecnie sam mam stopień instruktorski. Jestem tegorocznym absolwentem kursu M1 KDP/CMAS. Kurs, na którym nauczyłem się, jak bezpiecznie i ciekawie nauczać nurkowania. Niesamowite doświadczenie i niezmiernie ciekawe przeżycie – osoby mające wątpliwość, czy zostać instruktorem, stanowczo zachęcam do uczestnictwa w kursie instruktorskim w strukturach KDP.

Krokiem milowym była wyprawa z Tatą na safari nurkowe do Egiptu pod koniec lat 90-tych. Chociaż wcześniej jeździliśmy do różnych baz w Chorwacji, to wyjazd nad Morze Czerwone okazał się jednym z moich największych przeżyć. Po raz pierwszy w celu nurkowania udaliśmy się w rejs, spaliśmy na morzu, a nie na lądzie. Mieliśmy również wspaniałych towarzyszy podróży, przyjaciół Ojca (sporo od niego młodszych, których wiek łączył nasze dwa pokolenia). Przez wiele lat odwiedzałem bazy nurkowe na całym świecie, jednak najbardziej przywiązany jestem do jezior mazurskich, gdzie od dziecka spędzałem wakacje, ucząc się pływać i żeglować, oraz do Bałtyku i nurkowania na zatopionych tam wrakach. Szczególne wspomnienia związane z nurkowaniem z Tatą budzi we mnie jezioro Piłakno, choć sytuacja, która miała tam miejsce, nie należy do tych, którymi powinienem się chwalić. Mieliśmy wspólnie nurkować na głębokość 60 metrów. Mój Ojciec, instruktor, polecił mi przygotować dla niego cały sprzęt i skafander. Tak bardzo przejąłem się zadaniem, że zapomniałem spakować mu… płetw, co okazało się dopiero na środku jeziora po naprawdę długim pagajowaniu. Nasłuchałem się wtedy od Taty chyba za wszystkie czasy. Mój Tata zawsze wymagał od siebie bardzo dużo i takie same kryterium stosował wobec mnie.

Największą dumę budzi we mnie mój 8-letni syn Gustaw, który rośnie na czwarte pokolenie nurków w naszej rodzinie. Regularnie staram się go zabierać na wyprawy. Chodź sam nie nurkuje ze sprzętem – i jeszcze chwilę nie będzie – świetnie pływa i samodzielnie schodzi na wstrzymanym oddechu na głębokości do 6 metrów. Kiedy z innymi nurkami stajemy na przystankach dekompresyjnych na tych głębokościach, nie raz samodzielnie do nas przypływa. Widać po nim, że nie może doczekać się chwili, gdy będzie mógł zejść pod głęboką wodę. Ponieważ sam wykazuje chęć nurkowania, planuję zapisać go na kurs płetwonurka młodzieżowego. W systemie KDP/CMAS mamy 3 poziomy stopni młodzieżowych, które dają młodym adeptom możliwość stopniowego powiększania swoich uprawnień, zanim zdobędą słynną „jedną gwiazdkę” CMAS.

Filip Wiśniewski
Instruktor KDP/CMAS *

Historia nurkowania naszej rodziny zaczyna się na przełomie lat 50 i 60, kiedy mój Dziadek, Zdzisław Wiśniewski, człowiek niezwykle wysportowany, ćwiczący sporty lekkoatletyczne, został wytypowany przez marynarkę wojenną do przeszkolenia nurkowego. 8 maja 1962 roku uzyskał stopień nurka bojowego, a następnie uprawnienia instruktorskie. W tym samym roku prowadził pierwsze kursy szkoleniowe dla wojska na Mazurach (na jeziorach Kisajno, Świętajno i Warchały, gdzie w tamtym czasie przejrzystość wody dochodziła do 12 m) oraz w okolicach Bielska Białej (w Porąbce na jeziorze Międzybrodzkim). Wg danych pochodzących z „Osobistej książki lekkiego nurka”, dokumentującej działalność Dziadka na rzecz wojska, prowadził on szkolenia w 6. dywizji powietrzno-desantowej aż do 1965 roku. W międzyczasie dostał propozycję przeniesienia na stałe do Bielska-Białej, co wiązałoby się z wyprowadzką z rodzinnego Giżycka. Przed decyzją podjęcia pracy w innym mieście powstrzymała go jednak żona, moja babcia, która nie wyobrażała sobie życia w innym miejscu, niż Mazury – z dala od rodziny i przyjaciół.

Po 1965 roku Dziadek – będący bardzo zaangażowaną społecznie osobą, lubiącą działać na rzecz lokalnej społeczności – coraz częściej wykonywał prace nurkowe dla lokalnej społeczności, np. pomagając przy wydobyciu zatoniętych statków czy wartościowych przedmiotów. Jednocześnie był przewodniczącym oddziału WOPR-u w Giżycku. Wyszkolił ogromną liczbę młodych ludzi mieszkających w okolicy Giżycka. Wkrótce postanowił wraz z nimi założyć w ramach oddziału PTTK klub płetwonurków PŁETWAL (nadal prężnie działający klub szkolący w strukturach KDP/CMAS), który oficjalną działalność rozpoczął 2 grudnia 1966 roku. Jednym z najbardziej pamiętnych wydarzeń w historii Płetwala była akcja wydobycia samolotu wojskowego, a także pogłębiarki, która zatonęła podczas prac na jeziorze Niegocin. W ramach działalności klubowej Dziadek nie tylko pomagał lokalnej społeczności poprzez wykonywanie prac podwodnych, ale również prowadził szkolenia nurkowe. Dziadek kontynuował karierę wojskową, obejmując stanowisko zastępcy dowódcy Batalionu rozpoznawczego JW 2806 w Giżycku i szkoląc oddziały specjalne.

 Mój Ojciec, Włodzimierz Wiśniewski, zawsze mówił o Dziadku, że był nadzwyczaj sprawny, wysportowany i wszechstronnie uzdolniony. Nie tylko nurkował i pływał, ale również żeglował, znakomicie strzelał z broni osobistej. Jednocześnie był ambitny i tego wymagał od swoich dzieci. Nigdy nie dawał im wygrywać ze sobą, podkreślając, że „nie ma nic danego, wszystko trzeba sobie wywalczyć”. I wszystko trzeba robić na 100%. 

Pierwszy raz zabrał mojego Ojca na nurkowanie na jeziorze Świętajno w ‘63 albo ‘64 roku, co dla 9-10 letniego chłopaka było wielkim przeżyciem. Trzeba przy tym pamiętać, że w latach 60-tych sprzęt nurkowy był bardzo ciężki. Tata nurkował wówczas na głębokość maksymalnie 4 metrów z samym aparatem i butlą. Pamięta, że sprzęt, jaki używali wówczas nurkowie, były to aparaty P21 Mors i P22 Kajman. Od czasu do czasu zdarzały się niemieckie aparaty Dräger. Tata ma wiele wspaniałych wspomnień z wyjazdów nurkowych organizowanych przez wojsko, na które zabierał go Dziadek. Do dzisiaj pamięta smak czekolady, którą nurkowie dostawali ze względu na wysokie zapotrzebowanie kaloryczne. Od 1966 roku zaczął regularnie nurkować. Zimą uczył się nurkować w lodowatym, nieogrzewanym basenie na terenie jednostki wojskowej, który służył do szkolenia w zakresie ewakuacji z ugrzęźniętego w wodzie czołgu. Regularnie pomagał Dziadkowi w pracach podwodnych. W 1975 zdobył uprawnienia nurkowe instruktora klubowego (obecnie są to uprawnienia M1 KDP/CMAS), a w 1987 roku instruktora okręgowego (obecnie M2 KDP/CMAS). W czasie studiów na Uniwersytecie Warszawskim dostał propozycję pracy w Warszawskim Klubie Płetwonurków, który wtedy był jednym z największych ośrodków szkolących w systemie KDP/CMAS i jednocześnie jedną z najstarszych polskich organizacji skupiających płetwonurków. Oprócz działalności szkoleniowej zajmował się wykonywaniem prac podwodnych dla Żeglugi Warszawskiej na rzecz elektrociepłowni na Siekierkach, na Żeraniu, a także w Jaworznie. Szczególnie pamiętna jest dla niego akcja wydobycia z dna Wisły niezatapialnego (!) promu wojskowego, która zakończyła się w Sylwestra, 31 grudnia 1979 albo 1980 roku. Pracował wtedy pomimo dużego mrozu w mokrym skafandrze. Kiedy jego współpracownicy odmówili pracy ze względu na panujące warunki, Tata postanowił sam dokończyć akcję read this article.

Mimo wcześniej zdobytych uprawnień instruktorskich, dopiero w Warszawskim Klubie Płetwonurków zaczął profesjonalnie szkolić kolejnych nurków. W ramach kursu prowadzonego przez Ojca w tym okresie uzyskali stopnie m.in. Sławek Paćko, Sławek Makaruk (instruktorzy KDP/CMAS) i wielu innych wspaniały nurków, których nazwiska także stanowią historię nurkowania w Polsce. W Warszawskim Klubie Płetwonurków przepracował 4 lata, po czym swoją karierę zawodową postanowił związać z zupełnie inną dziedziną, bliższą ukończonemu przez niego kierunkowi studiów, czyli zarządzaniem.

Pierwsza zagraniczna wyprawa nurkowa Taty była jednocześnie początkiem mojej przygody z nurkowaniem. W 1981 roku Ojciec bowiem zabrał mnie do Grecji na wyjazd organizowany przez Warszawski Klub Płetwonurków. Miałem wtedy 4 lata. Nasza droga do nurkowania była podobna, ponieważ, tak samo jak niegdyś on, często obserwowałem Ojca w pracy. Nigdy nie przymuszał mnie do zajęcia się nurkowaniem – sam zdecydowałem sprawdzić swoje umiejętności i w 1993 roku zapisałem się na kurs nurkowy na stopień P1, który odbywał się na jeziorze Serwy (wówczas był to kurs 3-stopnia, natomiast według dzisiejszego opisu stopni – P1). Szkolili mnie wówczas Irek Kontny, Irek Słucki (obecnie członek zarządu KDP/CMAS) i Jaś Ciechanowicz (czynny instruktor klubu CK Diver). Instruktorzy pozwolili mi wtedy nurkować na głębokość 30 metrów – takie były wtedy przepisy określające maksymalną głębokość nurkowania na kursie P1. Na każdym kolejnym kursie wymagano ode mnie realizacji trudniejszych wariantów ćwiczeń ze względu na fakt, że już od najmłodszych lat wykazywałem spory talent pływacki, który zaszczepił we mnie przede wszystkim Dziadek. Obecnie sam mam stopień instruktorski. Jestem tegorocznym absolwentem kursu M1 KDP/CMAS. Kurs, na którym nauczyłem się, jak bezpiecznie i ciekawie nauczać nurkowania. Niesamowite doświadczenie i niezmiernie ciekawe przeżycie – osoby mające wątpliwość, czy zostać instruktorem, stanowczo zachęcam do uczestnictwa w kursie instruktorskim w strukturach KDP.

Krokiem milowym była wyprawa z Tatą na safari nurkowe do Egiptu pod koniec lat 90-tych. Chociaż wcześniej jeździliśmy do różnych baz w Chorwacji, to wyjazd nad Morze Czerwone okazał się jednym z moich największych przeżyć. Po raz pierwszy w celu nurkowania udaliśmy się w rejs, spaliśmy na morzu, a nie na lądzie. Mieliśmy również wspaniałych towarzyszy podróży, przyjaciół Ojca (sporo od niego młodszych, których wiek łączył nasze dwa pokolenia). Przez wiele lat odwiedzałem bazy nurkowe na całym świecie, jednak najbardziej przywiązany jestem do jezior mazurskich, gdzie od dziecka spędzałem wakacje, ucząc się pływać i żeglować, oraz do Bałtyku i nurkowania na zatopionych tam wrakach. Szczególne wspomnienia związane z nurkowaniem z Tatą budzi we mnie jezioro Piłakno, choć sytuacja, która miała tam miejsce, nie należy do tych, którymi powinienem się chwalić. Mieliśmy wspólnie nurkować na głębokość 60 metrów. Mój Ojciec, instruktor, polecił mi przygotować dla niego cały sprzęt i skafander. Tak bardzo przejąłem się zadaniem, że zapomniałem spakować mu… płetw, co okazało się dopiero na środku jeziora po naprawdę długim pagajowaniu. Nasłuchałem się wtedy od Taty chyba za wszystkie czasy. Mój Tata zawsze wymagał od siebie bardzo dużo i takie same kryterium stosował wobec mnie.

Największą dumę budzi we mnie mój 8-letni syn Gustaw, który rośnie na czwarte pokolenie nurków w naszej rodzinie. Regularnie staram się go zabierać na wyprawy. Chodź sam nie nurkuje ze sprzętem – i jeszcze chwilę nie będzie – świetnie pływa i samodzielnie schodzi na wstrzymanym oddechu na głębokości do 6 metrów. Kiedy z innymi nurkami stajemy na przystankach dekompresyjnych na tych głębokościach, nie raz samodzielnie do nas przypływa. Widać po nim, że nie może doczekać się chwili, gdy będzie mógł zejść pod głęboką wodę. Ponieważ sam wykazuje chęć nurkowania, planuję zapisać go na kurs płetwonurka młodzieżowego. W systemie KDP/CMAS mamy 3 poziomy stopni młodzieżowych, które dają młodym adeptom możliwość stopniowego powiększania swoich uprawnień, zanim zdobędą słynną „jedną gwiazdkę” CMAS.

Filip Wiśniewski
Instruktor KDP/CMAS *

Kontakt

filip@extremedive.eu
0048 601 130 000